Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwielbienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uwielbienie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 listopada 2016

Kilka słów o konferencji "Serce Dawida 24/7"

Z radością dzielimy się z Wami kilkoma świadectwami po konferencji "Serce Dawida 24/7". 


"Chociaż spędziłam większość czasu konferencji za parawanem, czyli na posłudze proroczej, to jednak fragmenty nauczań i uwielbienia, które udało mi się usłyszeć, a także to, co przez słowo prorocze Bóg mówił do uczestników konferencji, głęboko mnie poruszyło. Chciałabym powiedzieć o dwóch rzeczach:
1) podczas posługi proroczej miałam wrażenie, że Bóg mówi do Kościoła, który jest na nowym poziomie, w miejscu wołania o więcej i gorliwego przygotowywania drogi Panu. Bóg jakby mówił „Widzę Was, Waszą gorliwość o moje dzieła, widzę Wasze wołanie, Wasze poświęcenie, Waszą desperację i gotowość”. Są już robotnicy, dzisiaj jeszcze może pracujący w ukryciu i w mozole, ale ich praca objawi się jako niezwykle istotna – jak praca kopiącego, który przygotowuje grunt pod fundament budynku.
2) z ukrycia wyszli również liderzy uwielbienia – na co dzień wiernie służący w domach modlitwy i wspólnotach, w prawie pustych pomieszczeniach, często nieznani, ale poświęceni i szukający gorliwie Jezusa – prowadzili nas jak Oblubienicę na spotkanie z Oblubieńcem.

Dziękuję Dorocie, Kacprowi, Mai, Esterze, Sarze i wszystkim innym, którzy są świadectwem tego, że warto poświęcić wszystko i siedzieć u stóp Jezusa i że nie można gardzić dniem małych początków."

Sylwia



"Znamienną sprawą było to, że mogliśmy widzieć kościół gromadzący się w jedności, aby wielbić Pana. Osoby z różnych wspólnot i kościołów, świeccy i konsekrowani, liderzy i ci, którzy znają Pana od niedawna chwalili Boga w radości i oddaniu. Konferencja na pewno była potężną mocą jednoczącą dla Kościoła w Polsce.

Przywilejem dla mnie było móc służyć Kościołowi darem modlitwy, czy rozmowy. Jakżeż wielkie są potrzeby tych, których Pan przyprowadził. Cieszę się z każdej osoby, która mogła zostać zachęcona, uzdrowiona, czy w jakikolwiek inny sposób dotknięta przez Pana."

Ewa



"Wyobraźcie sobie około 1400 ludzi szukających Boga w jednym miejscu, z różnych wspólnot katolickich i protestanckich, zgromadzonych w Jednym Duchu, którzy przyjechali, aby wspólnie oddać chwałę Temu Jedynemu, który jest godzien chwały i uwielbienia, tego który jest godzien całej uwagi świata, Jezusowi Chrystusowi. Wyobraźcie sobie manifestację Bożego Królestwa - cuda i uzdrowienia - które działy się podczas konferencji.

Podczas konferencji widziałam, jak Bóg rozpala ogniem i jednoczy swój kościół, przygotowując go, aby był Jego głosem i rękami dla tego kraju. Wierzę, że Bóg czyni nową rzecz dla Polski i że to co widzieliśmy podczas konferencji jest tylko początkiem tego, co On przygotował."

Monika





"Szczerze mówiąc, nie planowalam jechać na konferencję „Serce Dawida. Nawet nie specjalnie interesowałam się tym wydarzeniem. Jednak Bóg miał inny plan.
Ostatnio miałam wrażenie, że tak rzadko Go słyszę. Miałam w ubiegłych miesiącach trochę nieprzyjemnych wydarzeń w moim życiu prywatnym i czułam, jak ich wspomnienia opadły na mnie niczym czarny popiół, którego nie byłam w stanie strzepnąć. Wołałam do Niego, by coś zrobił. Były to krótkie modlitwy, ale szczere, na więcej nie było mnie stać. I Jezus je słyszał i odpowiedział.

Odkąd tylko weszłam na halę, w której odbywała się konferencja, czułam, że to jest TO miejsce. Że On jest z nami. Nie chciałam stamtąd wychodzić. Płynęła modlitwa i uwielbienie z ust ponad tysiąca ludzi, a żywe, uzdrawiające wody, które wypływają z Jego tronu niosły nam odswieźenie, ożywienie, pokój i odnawiały radość ze zbawienia. Czułam, jak Bóg ożywia to, co umarło we mnie, jak zachęca mnie dając odczuć, że On nie stracił kontroli, że On widzi i słyszy i że On zwycięża, zawsze.


Rzadko mam okazję uczestniczyć w spotkaniach, gdzie zgromadzone jest tyle osób z Kościoła katolickiego. Było to dla mnie niezwykle poruszające doświadczenie. Czułam to, że kiedy Duch Boży wyleje się na nasz kraj, to nie będzie miało znaczenia, czy ktoś jest Pawłowy czy Apollosowy, ponieważ Bóg jest ponad tym wszystkim. Jego chwały nic nie zatrzyma i będzie liczyć się tylko imię Jezus. Jest tak niesamowita moc, kiedy stajemy razem, by uwielbiać imię Jezusa Chrystusa. Moim marzeniem jest, by za rok ponownie zgromadzili się ludzie z róznych kościołów, byśmy mogli razem wołać, by Jezus przyszedł i odnowił oblicze naszego kraju.

Spotkałam tam mojego znajomego i miałam okazję modlić się o uzdrowienia Jego stóp. Zmagał się już od jakiegoś czasu z bólem. 
Jezus go dotknał i ból całkowiecie odszedł. Halleluja!!!"
Beata 





























środa, 6 lipca 2016

Biadania moje zmieniłeś mi w taniec

Chciałam podzielić się z wami tym jak Bóg przyszedł z uwolnieniem dla mojego ciała i ducha na obozie "Poświęceni Panu. Cuda i znaki Jego obecności". 



Część z was pewnie zauważyła, że na obozie tańczyłam z flagami podczas uwielbienia. Odważyłam się na to po raz pierwszy, nigdy wcześniej nie miałam w rękach flag. Nie zajmuję się tańcem zawodowo, można powiedzieć, że wogóle się nim nie zajmuje. Od małego bardzo lubiłam tańczyć, miałam do tego dryg ale i słomiany zapał. Przez krótki czas chodziłam na tańce ludowe, poźniej trochę break dance, miesiąc tańca współczesnego ale wtedy bardzo mi się nie podobał, najczęściej tańczyłam więc w domu przed telewizorem ;)

Często chodziłam z myślą, że zmarnowałam talent, który otrzymałam od Taty Niebieskiego. On jednak upomniał się o niego. Od jakiegoś czasu składał mi w sercu myśl "weź flagi i tańcz dla Mnie, ogłaszaj moje Królestwo". Ja oczywiście miałam milion powodów, by tego nie robić: "No co Ty Boże, ale żeś wymyślił, nie widzisz ilu jest tu ludzi. Daj spokój, przecież nigdy w rękach nie miałam flag. Co niby miałabym z nimi zrobić? Jeszcze się będą patrzeć, jak koślawo nimi macham. Może jeszcze nie teraz". Ta rozmowa powtarzała się wiele razy na różnych modlitwach czy konferencjach.

Jednak Bóg ma swoje drogi i sposoby, by dotrzeć do człowieka. Kiedy przyjechałam na obóz dowiedziałam się, że tego samego dnia są warsztaty z flagami i postanowiłam w nich uczestniczyć. Zdążyłam na 10 min przed końcem, ale udało mi się dowiedzieć, że kolory nie są przypadkowe, każdy ma swoje znaczenie. Drugiego dnia warsztatów dotarłam w momencie, kiedy już uczestnicy flagowali. Zapytałam Małgosi, czy można się dołączyć, powiedziała, że zaraz będzie przerwa i wejdę na drugą turę, więc usiadłam i czekałam na swoją kolej. W czasie czekania miałam w sercu pragnienie, by wziąć czerwoną flagę. Przerwa jednak nie następowała, aż nagle podeszła Małgosia i mówiąc, że jednak nie robią przerwy, wręczyła mi flagę - o jakim kolorze??? - właśnie czerwonym :) Byłam tym poruszona.

Po tych warsztatach, po raz pierwszy w życiu, odważyłam się wziąć flagi na modlitwie, by prowadzona przed Ducha Świętego oddać chwałę Najwyższemu, by ogłaszać Jego Królestwo, Jego uzdrowienie, Jego Miłość, doskonałą ofiarę.

Chwała Panu!!! Temu, który uwolnił moje ciało i ducha do tańca. Odtąd uwielbiać Cię będę całą sobą, nie tylko słowem, nie tylko dźwiękiem, ale każdym swym ruchem. Bo godny jesteś tego Panie, Ty jedynie masz moc, by uwalniać, uzdrawiać, by czynić szczęśliwym.

Dziękuję dziewczynom, które prowadziły te warsztaty. Małgosia, Jola, Aga dziękuję wam, to było Boże dzieło.

Biadania moje zmieniłeś mi w taniec;

wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością,

by moje serce, nie milknąc, psalm Tobie śpiewało.

Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki.

Psalm 30,12-13 


Justyna Wojciechowska




poniedziałek, 4 kwietnia 2016

5 lat codziennej modlitwy




Tak - to dziś obchodzimy 5 rocznicę codziennej modlitwy we Wrocławiu i Warszawie!

Tak jak wielkim cudem było jej rozpoczęcie, tak jeszcze większym cudem jest jej kontynuacja, bo codzienność potrafi być zaskakująca w każdą stronę: od zachwytu po znużenie i rozczarowanie.

Zaczęliśmy dosyć nieoczekiwanie - ku zaskoczeniu wszystkich nas, znaleźli się LUDZIE, którzy zachwycili się ideą codziennej modlitwy.
Wydawało się, że największym problemem będą pieniądze - bo przecież koszty takiego przedsięwzięcia są ogromne!
Bardzo szybko jednak okazało się, że wszystko zaczyna i kończy się na LUDZIACH!

I tak zaczęliśmy w piwnicy na Kruszwickiej 40 godzinami modlitwy w tygodniu, z 6-ścioma misjonarzami - wstawiennikami i całą grupą wolontariuszy, którzy dołączali do zespołów uwielbienia.
Nasze dni upływały na adoracji Boga i wstawiennictwie za miasto, kraj, Kościół, Izrael, świat…

Przeżywaliśmy wielkie chwile uniesienia, kiedy Bóg pozwalał nam doświadczać Jego Obecności, ale także wielkie chwile prób i kryzysów.
Były łzy wzruszenia i łzy smutku, pełna sala modlących się ludzi i sam zespół prowadzący modlitwę, był czas budowania i czas burzenia, czas rodzenia i umierania - przeżyliśmy tak wiele…

Tak wiele ludzi przewinęło się przez to miejsce, których dziś już nie ma a których wspominamy ciepło i odczuwamy ich wielki brak: Ania, Alicja, Alina, Artur, Beata, Brygida, Krzysiek, Łukasz, Łukasz, Małgosia, Mateusz, Marta, Robert, Zenek, Zyta…


 


A jednak trwamy, bo wierzymy, że kto wytrwa do końca…

Dziś już nie w piwnicy na Kruszwickiej, ale w sali na Ostrowiu Tumskim - w samym sercu naszego miasta - modlimy się, śpiewamy na chwałę Boga, jedną ręką budujemy, drugą walczymy, w słońcu i mrozie, w czasie dobrym i złym.

Zmieniły się prezydenci, premierzy, sejm, senat - a my ciągle trwamy za nich na modlitwie, mając nadzieję, że będą służyli Bogu.
Mamy potężne świadectwa działania Boga i Jego odpowiedzi na nasze wołanie, ale mamy też takie tematy, że modlimy się jakbyśmy walili głową w mur…

Większość czasu spędzamy w samotności - bo w końcu wstawiennicy to aktorzy "drugiego planu" - ale nie zniechęcamy się!

Nasi bohaterowie - ludzie wiary: Adriene, Agata, Agnieszka, Ania, Antoni, Benek, Daniel, Dominik, Ewa, Ewa, Filip, Jarosław, Jeremiasz, Justyna, Justynka, Kuba, Lew, Marcin, Marek, Maria, Marysia, Mirka, Monika, Monika, Natalia, Natalia, Nela, Paweł, Robert, Sylwia, Tomasz, Wiesia, Wojciech, Zoe, Zosia - chwała Bogu za nich!

Jeżeli w tym miejscu spodziewasz się odpowiedzi na pytanie co dały nasze modlitwy, to odpowiedzą niech będą słowa samego Jezusa:

A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? (Łk 18:7)
Ja osobiście mam nadzieję, że kiedyś, kiedy staniemy przed Obliczem Tego, którego oczy są jak płomienie ognia zobaczymy i zrozumiemy to, bo dziś podtrzymuje nas wiara w to, że
Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego (Jk 5:16)

niedziela, 12 lipca 2015

Jak cię widzą, tak cię piszą

W myśl tego starego przysłowia, zastanawiam się, jak dziś ludzie widzą Kościół…

Ponieważ otrzymałem wykształcenie ścisłe, zabrałby się za to zgodnie ze sztuką statystyki - najpierw wykluczyć należy opinie skrajne: zarówno te gloryfikujące jak i szkalujące Kościół.
Potem można już uśrednić wynik i wyciągnąć odpowiednie wnioski…

Jakie by one były? Trudno powiedzieć, bo z pewnością w każdym kraju inne, w każdym mieście, środowisku itd.

Nie jednak o tym chciałbym napisać - w tym miejscu interesuje bowiem tylko jedno: na ile różniłyby się od tego, jak go zdefiniował Jezus?

Jezus powiedział kiedyś - cytując jak to zwykle bywało w takich chwilach pisma:
Mój Dom będzie zwany Domem Modlitwy dla wszystkich narodów. (Mt 21:12-13, Mk 11:15-17, Łk 19:45-46)

Cytowany fragment księgi proroka Izajasza, brzmi w całości tak:

Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby miłować imię Pana i zostać Jego sługami - wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów.Wyrocznia Pana Boga, który gromadzi wygnańców Izraela: Jeszcze mu innych zgromadzę oprócz tych, którzy już zostali zgromadzeni. (Iz 56:1-8)

O czym tak naprawdę mówił Izajasz i co miał na myśli Jezus? Czy fragment ten dotyczy jedynie  świątyni Jerozolimskiej i dziś nie musimy się nim już przejmować?

Tak, bo mówił to w świątyni w konkretnej sytuacji, w której wygonił z niej handlujących ludzi.

Jednakże przyjrzyjmy się temu zdarzeniu dokładniej.
Spisane to zdarzenie zostało we wszystkich czterech Ewangeliach, przy czym w Ewangeliach synoptycznych pod koniec działalności Jezusa, a w Ewangelii Jana na samym początku Jego publicznej działalności. Oto teksty synoptyczne - są prawie identyczne:
A Jezus wszedł do świątyni i wyrzucił wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni; powywracał stoły zmieniających pieniądze oraz ławki tych, którzy sprzedawali gołębie. I rzekł do nich: Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców. (Mt 21:12-13, Mk 11:15-17, Łk 19:45-46)
Jednakże tekst w Ewangelii Jana różni się trochę ot powyższego:
W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska! Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz? Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus. (J 2:13-22)

Zobaczmy więc najważniejsze miejsca w tym tekście obok siebie:

Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie.
Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo.
On zaś mówił o świątyni swego ciała.
Napisane jest: Mój dom ma być domem modlitwy, a wy czynicie z niego jaskinię zbójców.

Co więc z tego wynika? A to, że Ciało Jezusa ma być Domem Modlitwy, a więc Jego Kościół ma być Domem Modlitwy dla wszystkich narodów.
Gdy do tego dodamy jeszcze fragment z listu do Hebrajczyków, sprawa stanie się oczywista:
Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę. (Hbr 10:19-22)
Jezus nie tylko jest Panem Szabatu, jest również świątynią i to dlatego w przyszłym wieku nie będzie już potrzebna żadna świątynia, bo jest nią sam Jezus - Baranek Boży (Ap 21:22).

Póki jednak co, Kościół ma być Domem Modlitwy dla wszystkich narodów z jednej strony, z drugiej zaś strony Dom ten musi być nieustannie otwarty i gotowy na eksport domowników na misje - by głosić Dobrą Nowinę aż po krańce ziemi.

Świetnie ukazał to Franciszek w swojej adhortacji "Evangelii Gaudium", ja dodałbym jeszcze tylko fragment z Pieśni nad Pieśniami, który wypowiada Oblubieniec do swojej Oblubienicy:
Miły mój odzywa się i mówi do mnie: Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł.Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie.Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!Gołąbko ma, ukryta w zagłębieniach skały, w szczelinach przepaści, ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć swój głos! Bo słodki jest głos twój i twarz pełna wdzięku. (PnP 2:10-14)
Kościół to Dom Modlitwy, jednakże musi wyjść na zewnątrz, aby głosić Dobrą Nowinę aż po krańce ziemi…

niedziela, 24 maja 2015

Ora et labora

Dziś o czymś starym, ale jakże świeżym i pięknym…

"Ora et labora" (módl się i pracuj) to myśl przewodnia setek tysięcy ludzi, którzy przez wieki chcieli pójść za Bogiem na serio!
Pierwszy sformułował ją św. Benedykt w VI wieku, a podjęło ją przez wieki wiele osób, które w tej formule upatrywały prosty, lecz skuteczny sposób na bycie wiernym Bogu.

Dlaczego właśnie o tym?
Kilka lat temu podczas jednej z podróży do Kansas City słyszałem ciekawe słowo, które ponaglało nas do studiowania roku 1241 i skutków tego, co w tym roku stało się na obszarze na którym żyjemy.
W tym czasie - zapomniałem już trochę historii - nie miałem pojęcia, o co chodziło.

Dopiero po powrocie do domu i podjęciu studiów na ten temat okazało się, że był to feralny rok najazdu Tatarów na ziemie polskie, Wrocław a także słynnej bitwy pod Legnicą, w której poległ Henryk Pobożny.

Historia wielce ciekawa i tragiczna w skutkach! Z dostępnych źródeł można wyczytać kilka interesujących faktów:
  1. do końca nikt w całej Europie nie chciał uwierzyć w realność zagrożenia najazdem, dopiero najazd na Gruzję przekonał władców, że zagrożenie jest realne
  2. najazd przypada na początkowe lata rozbicia dzielnicowego, i brat nie poprosiła brata o pomoc, stąd tak łatwo Tatarzy zdobyli kolejne miasta w Polsce: Rzeszów, Kraków, Racibórz, Opole, Wrocław…
  3. jak mówi przekaz Wrocławianie z obawy przed najeźdźcą podpalili miasto i schronili się na wyspie Tumskiej. Trzy dni modlitwy bł. Czesława spowodowały, że z nieba spadł ogień i Tatarzy odstąpili od miasta
  4. W bitwie pod Legnicą zginął Henryk Pobożny, co miało dwa bardzo złe skutki: (1) lokalny dla Śląska - przestał być wiodącą dzielnicą Polski, (2) globalny dla Polski - oddaliła się możliwość zjednoczenia Polski, ponieważ Henryk Pobożny miał największe szanse na dokonanie tego dzieła.
Ale stała się też coś innego, co miało wpływ na funkcjonowanie całego społeczeństwa. Zniszczonych zostało kilka klasztorów, które w tym czasie pełniły dwie ważne funkcje: były miejscami modlitwy, ale także ważnymi ośrodkami rozwoju kultury, technologii i agrokultury.
Tak było z pobliskimi klasztorami cysterskimi w Henrykowie i w Lubiążu, ale także z wieloma innymi na terenach objętych najazdem.

Coś, co się rozwijało zostało brutalnie przerwane i powstrzymane na całe lata, bo klasztory trzeba było odbudować…

Jaka nauka z tego płynie?

Ano taka, że miejsca modlitwy zawsze były miejscami rozwoju i transformacji - nawet całych społeczeństw!

Pytanie jest tylko takie, czy mamy zajmować się taką transformacją zajmować, czy też mamy skupić się na budowaniu Kościoła?

I tu doskonałą odpowiedź daje znajdujemy w Deklaracji Dominus Iesus:
Niewątpliwie Kościół nie jest celem samym w sobie, będąc przyporządkowany Królestwu Bożemu, którego jest zalążkiem, znakiem i narzędziem.Dlatego należy także pamiętać, że «Królestwo dotyczy wszystkich: ludzi, społeczeństwa, całego świata. Pracować dla Królestwa znaczy uznawać i popierać Boży dynamizm, który jest obecny w ludzkiej historii i ją przekształca. Budować Królestwo znaczy pracować na rzecz wyzwolenia od zła we wszelkich jego formach. Krótko mówiąc, Królestwo Boże jest wyrazem i urzeczywistnieniem zbawczego planu w całej jego pełni» (DI V,18)

Wracając do modlitwy: Ora daje siłę do labora. Labora powoduje, że potrzebujemy ora!

W dzisiejszym świecie największym problemem jest to, że mamy labora x 10 i ora x 0,05!

Labora zabiera nam całe siły - wysysa z nas czas i siłę do tego, żebyśmy mogli mieć ora!
Ten brak równowagi między tymi dwoma elementami powoduje, że nasze społeczeństwo coraz bardziej odchodzi od Boga.

Prosty przykład:
Czy wyobrażasz sobie nie pójść do pracy któregoś pięknego dnia - ot tak sobie?
Ale zapewne zrobiłbyś tak ze spotkaniem modlitewnym/wspólnotowym - tu już znaczenie łatwiej przychodzi nam zostać w domu…


Cóż zatem bracia czynić?

Wystarczy, że zaczniesz modlitwę/spotkania/nabożeństwa/mszę traktować TAK SAMO POWAŻNIE traktować jak pracę!


Zatem ORA ET LABORA…


niedziela, 22 lutego 2015

Dlaczego pragnę modlitwy dniem i nocą w Polsce? część 1: Nieustanna chwała Ojca i Syna

No właśnie, dlaczego? Myślę, że najpierw powinniśmy sobie zadać pytanie: czy w ogóle się nad tym zastanawiam, czy chcę, żeby w Polsce trwała nieustanna modlitwa i uwielbienie Jezusa? Niezależnie od tego, jaka jest nasza odpowiedź na to pytanie, zachęcam do rozmowy z Bogiem na ten temat. Dlaczego? Dlatego, że kwestia samej modlitwy, jak i jej "nieustanności" jest bardzo istotna dla Boga, co możemy zobaczyć zarówno w Starym (np. Iz 56,7, Ml 1,11) jak i w Nowym Testamencie (np. Mk 14,38, Łk 21,36, Ef 6,18).

Z mojej strony mogę powiedzieć: tak, pragnę modlitwy dniem i nocą w Polsce. Dlaczego? Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam jedną z trzech kwestii, które nie wyczerpują oczywiście tematu, ale bardzo mnie osobiście poruszają i codziennie na nowo zachęcają do trwania i budowania miejsca nieustannej modlitwy:

Nieustanna chwała Ojca i Syna

Cztery Zwierzęta - a każde z nich ma po sześć skrzydeł - dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4,8-11)

A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc, na wieki wieków! A czworo Zwierząt mówiło: Amen. Starcy zaś upadli i oddali pokłon. (Ap 5,13-14)

Te dwa fragmenty z Apokalipsy nie pozostawiają złudzeń – chwała i uwielbienie Boga Ojca i Jezusa trwają w niebie nieustannie. Dlaczego? Dlatego, że Bóg Ojciec i Syn Boży są tego godni! Kiedy do mnie to dotarło, to zrozumiałam, że tak naprawdę we wszystkim i przede wszystkim chodzi o żarliwość i gorliwość w uwielbiania Ojca i Jezusa. O zrozumienie, że jeżeli niebo, ci, którzy widzą świętość i chwałę Ojca i Syna, nie ustają, to że jest prawdą, że Jezus jest godzien! I że dlatego tym bardzie właśnie "na ziemi, tak jak i w niebie" uwielbienie Jezusa powinno trwać nieustannie.
Zabiegajmy o to objawienie! Kiedyś w kręgach chrześcijańskich popularne było powiedzenie: „Jeżeli Jezus jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu.” Tak właśnie jest. Więc jeżeli pozwolisz, żeby Twoje serce wołało „Jezus jest godzien!”, to przygotuj się na rewolucję w swoim życiu – wszystko zacznie się układać tak, jak naprawdę powinno. Wtedy znajdziesz odpowiedzi na te wszystkie nurtujące nas pytania: czy nieustanne uwielbienie Jezusa ma sens? ... kiedy, gdzie,jak? A co z pracą? rodziną? I czy każdy jest powołany?....

Czy ci, którzy giną za wiarę, nie są potwierdzeniem tego, że Jezus jest godzien?



Cdn.

czwartek, 12 lutego 2015

Modlimy się...

Widzieliście ten film? Nakręciliśmy go dawno temu, jeszcze w starej lokalizacji, a jednak nic a nic nie stracił na swojej aktualności!!



czwartek, 29 stycznia 2015

Z Wieczernika aż po krańce ziemi

Jaka droga prowadzi z Wieczernika na krańce ziemi?

Oczywiste jest, że przede wszystkim długa, bo trwającą już prawie 1985 lat (zakładając datę śmierci Jezusa w dniu 7.04.30 a Pięćdziesiątnicy 50 dni później), a biorąc pod uwagę dane organizacji misyjnych,  jeszcze nie kompletnie zakończona!

Oczywiste jest także, że zbroczona jest krwią Męczenników i Świętych, którzy ponieśli ofiarę z własnego życia i to nie tylko Męczenników z zamierzchłych czasów, kiedy chrześcijaństwo rodziło się w Jeruzalem i całym Cesarstwie Rzymskim, ale współczesnych: tych z Syrii, Korei Północnej…

Czy jednak oczywiste jest dla Ciebie, że jest ona naznaczona modlitwą, postem i trwaniem przed Bogiem na kolanach w płaczu i rozdzieraniu serc…?

Kiedy czasami rozmawiamy na tematy modlitwy z innymi, widzimy zawsze wielkie zainteresowanie Wieczernikiem i trwaniem na modlitwie w oczekiwaniu na Ducha Świętego, ale czasami mam wrażenie, że nie było to dokładnie tak, jak dziś to sobie wyobrażamy.

Jakie jest nasze współczesne wyobrażenie: zorganizujmy Wieczernik, módlmy się dzień, dwa, pięć dni, a przyjdzie Duch Święty i nadejdziedc przebudzenie i będziemy głosić Ewangelię z wielką mocą i odwagą…

Czyli? MY! To MY powiemy Bogu ile będziemy czekać, potem MY zostaniemy napełnieni Duchem i MY sprowadzimy przebudzenie, które przez cuda i znaki czynione przez NAS się stanie…

A jaki jest wzór znany nam z Dziejów Apostolskich? Apostołowie oczekiwali na obietnicę Ojca…
Trwali jednomyślnie na MODLITWIE, nie wiedząc KIEDY się stanie i nawet nie wiedząc CO się stanie i JAK mają dalej postępować! CZEKALI NA MODLITWIE!


Kiedy się to stało, zaczęli głosić, ale nie zapomnieli o MODLITWIE:

Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach,
przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca (Dz 2:46)

Kiedy przyszło cierpienie i prześladowanie, oni w MODLITWIE:

podnieśli jednomyślnie głos do Boga (Dz 4:24)

Kiedy ogrom pracy ich przytłoczył i zaczęły się problemy, ich decyzja była jednoznaczna i wymowna:

My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa (Dz 6:4).

Gdy Bóg otwierał nam - niegdyś poganom drogę do siebie, kluczem była MODLITWA Piotra:

Następnego dnia, gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta,
wszedł Piotr na dach, aby się pomodlić (Dz 10:9)

Z miejsca MODLITWY Paweł i Barnaba zostali wysłani w świat, by głosić Ewangelię:

Gdy odprawili publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty:
Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem.
Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk, wyprawili ich Dz 13:2-3)

Czy po czasach apostolskich coś się zmieniło? Nie do końca: mamy przecież ojców pustyni, ruch monastyczny, klasztory i przebudzenia, które są prostą konsekwencją modlitwy, na której trwało setki tysięcy osób…

A dziś? My zagonieni, zapracowani… MY…

A kto zatroszczy się o Serce Boga…
Kto zatroszczy się o Jego lud - Izrael i bez wytchnienia nie da Mu spokoju aż nie uczyni Jeruzalem przedmiotem chwalby na ziemi (Iz 62:6-7)

Przecież jego miejscem zamieszkania jest NIEBO, w którym dniem i nocą wołają Święty, Święty, Święty…


JEGO środowiskiem jest chwała i uwielbienie - chcesz doświadczyć JEGO Obecności - zapewnij MU odpowiednie środowisko…

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Dlaczego warto spędzać czas w miejscu, gdzie trwa modlitwa i uwielbienie?

O jedno proszę Pana, tego poszukuję: bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni mego życia, abym zażywał łaskawości Pana, stale się radował Jego świątynią. (Ps 27,4)




Właśnie, dlaczego? Chyba najlepszą odpowiedzią będzie moje własne świadectwo – spędzam czas w domu modlitwy właściwie codziennie od prawie 4 lat i wiem, że jest to najlepsze miejsce dla mojego ducha, duszy i ciała. Nie dlatego, że jestem wyjątkowo powołana do bycia w takim miejscu – po prostu dlatego, że tak naprawdę wszyscy usychamy bez czytania i słuchania Słowa, bez rozważania Go. Bez adoracji i uwielbienia Jezusa zagłębiamy się w naszych sprawach i problemach i zapominamy, kim naprawdę jest nasz Bóg. Jeżeli nie wołamy o przyjście Bożej woli do naszych rodzin, miast, kraju, to nasze serca obojętnieją wobec narastającej wokół nas ciemności i niesprawiedliwości.

Wyznam Wam w tajemnicy, że moja służba w domu modlitwy nie jest powołaniem z wielkim hukiem i objawieniem - tak naprawdę zaczęło się od wielkiego pragnienia sprawiedliwości i niezgody na narastającą ciemność. I objawieniem było to, że jedynym ratunkiem jest wołanie do Boga o Jego wolę. Potem przyszło kolejne objawienie – życie oddzielone dla Boga, wypełnione Słowem, modlitwą, postem i uczynkami miłosierdzia to przecież normalne chrześcijańskie życie. Tylko że ciężko jest trwać w tym samemu. Dlatego tak bardzo potrzebujemy przebywać w miejscach, gdzie wierzący nieustannie uwielbiają Jezusa, potrzebujemy zanurzać się razem w Jego Słowie i stawać wspólnie przed Bożym tronem.

Cytat z psalmu 27,4, który jest na początku tego wpisu, pokazuje wielkie pragnienie i tęsknotę psalmisty za Bożą świątynią. I myślę, że to jest najważniejsze i że to daje nam determinację do trwania w miejscu modlitwy i uwielbienia Boga– PRAGNIENIE JEGO SAMEGO.

I takiego właśnie pragnienia Wam życzę :-)